Dochodowy biznes

Największymi eksporterami broni na świecie są niezmiennie Stany Zjednoczone, Rosja oraz zachodnia Europa, natomiast największym importerem, obok Chin, jest Arabia Saudyjska.
Największymi eksporterami broni na świecie są niezmiennie Stany Zjednoczone, Rosja oraz zachodnia Europa, natomiast największym importerem, obok Chin, jest Arabia Saudyjska. Fot. Shutterstock.com
Irak, Afganistan, Strefa Gazy, Syria czy wschodnia Ukraina. To tylko niektóre miejsca na świecie, gdzie jeszcze niedawno trwały lub nadal trwają krwawe konflikty zbrojne. Co jest ich główną przyczyną? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie, a jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze.

W 2014 roku Instytut Heidelberga podał wyniki corocznego badania „Conflict Barometr”, które dotyczy konfliktów politycznych na świecie, a więc zderzenia sprzecznych interesów wokół narodowych wartości i celów (czyli m.in. niepodległości, granic i terytorium, dystrybucji władzy i siły czy też dostępu do kluczowych zasobów naturalnych). Według Instytutu Heidelberga, w 2013 roku mieliśmy na świecie 414 konfliktów. Najbardziej stabilnym, oprócz Australii, kontynentem od wielu już lat pozostaje Europa.


Dopóki wojna przynosi dochody, świat nie zazna pokoju

Wojna to nie tylko tragiczne w skutkach wydarzenia, które pochłaniają tysiące istnień ludzkich czy też generują ogromne szkody moralne oraz materialne, ale jest to przede wszystkim intratny interes, będący gigantycznym źródłem dochodów finansowych. Oficjalnie nikt nie chce wojen. Wszyscy mówią o globalnym pokoju i dobrobycie. W rzeczywistości jednak jest zgoła inaczej. Kto lub co zarabia najwięcej na konfliktach zbrojnych?

Oprócz największych światowych koncernów zbrojeniowych (o których pisałem jakiś czas temu), duże zyski z wojen czerpią grupy najemników, których ładnie nazywa się „firmami ochroniarskimi” (np. amerykańskie Blackwater). Świadczą one szeroko zakrojone usługi paramilitarne oraz szkoleniowe tym wszystkim, którzy dobrze zapłacą. Ostatnio można zaobserwować komercjalizację rynku usług oddziałów najemnych, które wprowadziły do swej oferty standardy wielkich korporacji.

Na wojnach zyskują największe koncerny informatyczne, sprzedające najnowsze technologie (np. IBM czy Huawei), wpływowi politycy decydujący o przyznaniu lukratywnych kontraktów zbrojeniowych (czyt. korupcja), koncerny zaopatrujące w różnego rodzaju towary i usługi bazy wojskowe na całym świecie (np. Bechtel czy Halliburton), firmy zajmujące się utylizacją niewybuchów i likwidacją składów broni (np. Environmental Chemical Corporation), holdingi finansowe i koncerny ubezpieczeniowe, firmy logistyczne, państwa dysponujące dużymi złożami newralgicznych surowców energetycznych, etc., etc., etc.

Aby jeszcze bardziej zobrazować, jak wiele branż czerpie profity z wojen i konfliktów zbrojnych na świecie, wystarczy przytoczyć przykład firm, niekonieczne bezpośrednio związanych z wojskowością, które po 11 września i w związku z rozpoczętą wówczas przez USA wojną w Iraku zarobiły krocie na dystrybucji swych gadżetów. Za pośrednictwem internetu sprzedawały m.in. plastikowe lalki będące zminiaturyzowanymi odpowiednikami Osamy bin Ladena, prezydenta Busha czy też Saddama Husajna.

Sprzedawano kubki, koszulki czy też torby z nadrukowanymi wypowiedziami ministra informacji Iraku, Mohammeda Saeeda Al Sahhafa, którego nazwisko znalazło się również na etykiecie ostrego sosu do jedzenia. Na rynek „rzucono” także glicerynowe mydełko z Saddamem Husajnem, słynną już talię kart z podobiznami najbardziej poszukiwanych irackich dygnitarzy oraz wiele innych tego typu produktów. Chłonny rynek przetrawił wszystko, dając firmom parającym się tego rodzaju kuriozalnym handlem fortuny.

Ten jest winien wojny, komu to przynosi korzyści

Jak wyliczyli ekonomiści z Uniwersytetu Harvarda, łączny koszt wojen prowadzonych w Afganistanie, dwukrotnie w Iraku, trwających od dłuższego czasu konfliktów w Syrii oraz na Ukrainie wyniósł do tej pory ponad 4,3 bln USD, a szacuje się, że przekroczy nawet 6 bln USD (dane te opublikował portal www.ekonomia.rp.pl w sierpniu 2014 r.).

Dotychczasowe wydatki, jakie poniesiono w związku z konfliktem ukraińsko-rosyjskim, szacuje się na 1,5 mld USD. Jednak wg wszelkich prognoz to dopiero początek rachunku ekonomicznego, za który zapłacimy my wszyscy. Kryzys gospodarczy? Rozpętajmy wojnę, będą z tego pieniądze. Wojna może stać się skutecznym kołem zamachowym gospodarki, o ile prowadzona jest poza granicami kraju.

Źródło:

www.ekonomia.rp.pl
www.wyborcza.biz
www.geopolityka.org
www.defence24.pl
www.dw.de
www.stosunki.pl
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj